Tym razem książka bez dedykacji
Bo pomysłów mi brak na życzenia,
Które byłyby do spełnienia.
Bo przyjacół masz za nic:
I na nic ich prośby i lamenty -
Ty pozostajesz nieugięty.
Bo Twe serce jest z kamienia.
Chociaż mówisz, że na Uczelni
Jesteś krzywdzony,
Ty sam robisz to samo !!!
Każdy przy Tobie czuje się osaczony.
Choć raz się ulituj, zrozum, inni też
mają serce!!!
Cierpią, płaczą, czują się
niesprawiedliwie osądzeni.
A Ty ich los trzymasz w jednej ręce
I od Ciebie zależy, kiedy to się
zmieni.
I to są moje, dla Ciebie, życzenia,
Zyczenia, które wiem, że są
Nie do spełnienia...
W czerwcu odbyły się dwa koncerty Niepełnosprawnych w Parku Sowińskiego na Woli. Miało być dużo osób, uczniowie ze szkół potwierdzili swoje przybycie.... Słabsi intelektualnie artyści ćwiczyli od paru tygodni, cieszyli się i jednocześnie martwili, czy spodobają się publiczności....
Koncert. Pełna gala: piękne stroje orkiestry, kolorowe kostiumy tancerzy i grupy śpiewającej. Tyle wysiłku i przygotowań! Tyle nadziei i marzeń.... I pusty Amfiteatr!!!
Dosłownie parę osób na widowni.Mimo to, koncerty odbyły się. Odbyły się tak, jakby widownia była pełna!!! To się nazywa profesjonalizm!!! To nic, że wykonawcom kręciła się w oku łza, że ciągle czekali: może ktoś jeszcze przyjdzie? Ważny był ten "jeden" widz na widowni.....
A publiczność? To był wtorek, pierwszy upalny dzień. Po co oglądać niepełnosprawnych? Co oni potrafią? Lepiej iść nad wodę lub na lody.
A szkoły? Przecież stopnie już wystawione, lepiej "zerwać" się z ostatnich lekcji i iść pobalować! Po co komu koncerty Niepełnosprawnych Artystów? A szkoda, bo warto było!!!!
Napisałam ten tekst dopiero teraz, bo początkowo był publikowany w Felietonach w InetMediach, ale został "zdjęty". Nie podobał się, albo nie spełniał wymogów felietonu.
Oczywiście opisuję tu występy zespołu, który wielokrotnie dawał już koncerty w Warszawie i w innych miastach Polski, oraz za granicami naszego Kraju. Jest to Zespół Pieśni i Tańca "Mazowiacy". Bardzo żałuję, że temat dotąd nie wzbudził refleksjii. Może w Blogu będzie lepiej?
Prosiłabym o komentarze. Co państwo sądzicie o nastawieniu nas, ludzi zdrowych, do tego co przeżywają i czują osoby niepełnosprawne?
Wszystkich zapewne zdziwi to zestawienie,ale gdyby nie koty, to nie mialabym internetu, a gdybym miala internet pare lat wczesniej, to prawdopodobnie nie zwiedzilabym swiata z Triada. Tak, juz od osmiu lat wyjezdzam z tym kontrowersyjnym biurem podrozy. To "straszne"! Tyle lat nie wiedzialam, ze to "najgorsze" biuro! Wszyscy rezydenci sa podobno niekompetentni, przewodnicy nieodpowiedzialni, nie znajacy jezykow obcych, hotele okropne z arogancka obsluga! Niestety wiekszosc z nas oczekuje maksimum luksusu za minimalna cene. Bo Triada jest tania. Tansza niz inne biura. Dlatego tez, nie nalezy spodziewac sie nie wiadomo czego. Wszystko ma swoja cene i to my w zaleznosci od zasobnosci naszych kieszeni, dokonujemy wyboru: kupujemy mieszkanie albo dom, Malucha albo Mercedesa itd. Mnie nie byloby stac nawet na wyjazd z Triada, gdyby nie to, ze moj maz wygral pare lat temu samochod w Audio-tele i sprzedal go. Cala kwote przeznaczylismy na podroze. Nie oczekiwalismy takiego daru losu. Gdziekolwiek sie znalezlismy, musielismy sie "szczypac" ze szczescia. Wszystko bylo dla nas cudowne, pragnelismy jak najwiecej zobaczyc. Coz z tego, ze byly rozne potkniecia, ludzie sa przeciez tylko ludzmi!
Wiekszosc Polakow nie potrafi jednak docenic tego co ma,za to swietnie potrafi wszystko krytykowac i narzekac. My zwiedzamy swiat z naszym niepelnosprawnym synem i najwieksza radosc sprawiaja nam jego okrzyki pelne zachwytu: "O! To rysowalem w szkole" -/meczet w Kordobie?, albo: "W ksiazce jest takie zdjecie" -/ biblioteka Celsusa w Efezie/. A reakcje nasza, kiedy znalezlismy sie na Akropolu, lub pod piramidami, trudno wprost opisac!!! Wszystko zalezy od wewnetrznego nastawienia!
Kiedy wiec, kolezanka zrezygnowala z tegorocznego wyjazdu razem z nami, bo wyczytala w Internecie, ze "po tym hotelu, do ktorego jedziemy biegaja szczury, a koty rzucaja sie na ludzi", to zapragnelam sama o tym przeczytac. I zalozylam Internet. To co przeczytalam o Triadzie, zjezylo mi wlosy na glowie. Gdybym nie byla stala klientka tego biura i nie wiedziala jak jest naprawde, to pewnie bym sie zastanawiala co robic. Efekt jest taki, ze przyjaciolka zostaje w domu, bo nie stac jej na drozszy wyjazd, a my w sierpniu lecimy na Krete!
A koty? Coz ja lubie koty i postaram sie je oblaskawic. /W szczury nie wierze/
A Triada? Coz, jesli uda nam sie oszczedzic pieniadze w nastepnym roku /bo samochod zupelnie juz "odjechal"/ bedzie to 7 + 7 w Turcji./Oczywiscie z Triada/
A Internet? Bez tego "okienka na swiat" nie umialabym juz zyc!!!
Modliszka,jak zapewne wszyscy wiedza, jest owadem - samica, pozerajaca po akcie milosnym swego partnera. Jesli sie dobrze rozejzymy wokol, to uda nam sie spotkac ludzkie modliszki. Sa to kobiety, niszczace z roznych powodow swoich bliskich. Taka Modliszke spotkalam na swej drodze. Poczatkowo wspierala swego meza w jego dzialaniach i w pracy spolecznej. Im jednak stawala sie starsza, tym bardziej robila sie zaborcza. Zapragnela miec meza jedynie dla siebie, dla rodziny. Moze to i sluszny cel, jednak nie kosztem innych, slabszych, osob zaleznych wylacznie od jej partnera. Zaczela powoli, niepostrzezenie, ale konsekwentnie niszczyc dzielo zycia swojego meza. On tego nie zauwazyl, a wszelkie proby otworzenia mu oczu, traktowal jak atak na swoja zone. Uzaleznila go od siebie, od swoich decyzji nie przebierajac w srodkach. Stal sie bezwolnym materialem w jej rekach, bez wlasnego slowa, bez mozliwosci decydowania o sobie i o innych.... Mezczyzna - samiec powoli ginie. Zostaje kobieta - zona i przejmuje wladze!!!! Wszyscy sie boja, niepewni jutra. Kiedy bezwzgledna Modliszka znow poczuje glod i kogo teraz pozre???
skomentuj (17)
Odeszlas Moja Malenka
Z usmiechem na slodkiej buzi.
Zostala Twoja sukienka
Zrozpaczonej mamusi.
Twe buciki i szlafroczek
Czekaja w szafie na Kogos, kto juz
nigdy nie wroci.....
I minie nie jeden dlugi roczek,
Nie raz sie mamusia zasmuci.
Lza sie w oku kreci
Gluchy szloch rozrywa piersi:
Bylas mi wszystkim Coreczko,
Ukochana Gwiazdeczko, moje
piekne Sloneczko!
O szczescie minione, Szczescie
utracone,
Wspomnienia mi tylko zostaly:
Twe raczki na mej szyi w uscisku
byly splecone,
Malenkie nozki po mieszkaniu
biegaly.
Twoj placz lub smiech slychac bylo
wszedzie,
Twe rude loczki rozwiewal wiatr....
Teraz juz nigdy z nami Cie nie bedzie,
A sliczna bylas jak kolorowy, polny
kwiat!
O Magdenko! Coreczko! Dziecko moje!!!
Chociaz Cie nie ma - widze Cie
wszedzie.
Puste, bez Ciebie, jest serce moje,
I tak niestety zawsze juz bedzie....
Niechorze,17.07.1977 r..
Jak siegam do kartek mej pamieci, to pierwszym wspomnieniem jest smak kawy. Tak smak zwyklej kawy, takiej parzonej w rondelku na kuchni weglowej. Mialam 3, a moze 4 lata, kiedy babcia i dziadek dawali mi do sprobowania tego bardzo slodkiego, czarnego napoju. Zawsze kawa dziadka byla lepsza od kawy babci. Ja nie moglam tego pojac, a cala rodzina sie ze mnie dobrotliwie smiala. Dopiero po latach dowiedzialam sie, ze dziadek pil kawe z rumem!!!! Pamietam rowniez, czarne, duze raki chodzace po kuchennym stole. Bardzo sie ich balam, ale potem w calym mieszkaniu rozchodzil sie specyficzny zapach i babcia przynosila na stol wielki polmisek, czerwonych, oplywajacych maslem skorupiakow. Byly pyszne!!! Nigdy wiecej nie jadlam rakow. Nie ma ich juz na targu i nie mozna ich przyniesc do domu w wiklinowym koszu. Z okresu, kiedy bylam juz starsza, pamietam smak swiezej, gestej smietany. Wracalam z bratem ze szkoly, a moja ukochana babunia podawala nam spodeczek tego przysmaku, z pajda chlebo posmarowana grubo maslem. Pamietam smak surojadek /ktorych w tej chwili nikt nie je/, smazonych na patelni, smak marynowanych olszowek. Do dzisiaj "chodzi" za mna smak gotowanej przez babcie jarzynowej zupy: z pomidorami i smietanka. Najlepsza byla nastepnego dnia, odgrzewana i jedzona w kuchni. PYCHA!!! Jednak do konca zycia zapamietam smak i zapach SWIAT. Babcia piekla schaby, pasztety i ciasta dla calej rodziny. A rodzina byla duza. Ciasto drozdzowe wyrabiala w wielkiej balii, takiej do prania. Kiedy zaczynalo rosnac, wylewalo sie poza brzegi, a babcia szybko zaczynala napelniac nim formy. Makowce zawijala w pergamin i piekla wszystko przez cala noc. Nie chciala naszej pomocy. Lubila miec spokoj. W calym mieszkaniu rozchodzily sie wspaniale zapachy, a my nie moglismy sie doczekac, kiedy wolno nam bedzie sprobowac tych przysmakow... Byly to cudowne czasy, bo byly to czasy dziecinstwa, mlodosci, ktora juz nia wroci....
skomentuj (5)Niedawno mialam rozmowe z synem, ktory nigdy nie ma dla mnie czasu. Ja matka, zawsze go tlumaczylam: Nastaly takie czasy, w ktorych praca jest najwazniejsza, wszyscy duzo pracuja, wiec nie maja wolnej chwili dla rodzicow. Ciagle wmawialam to sobie i w to wierzylam. Moj syn wiecznie gdzies "biegal": koniecznie musial sie zajac dzieckiem, spedzic wieczor z zona..."Przecial" mu takze pogrzeb dziadka, bo akurat byl na urlopie,[poprostu moj tata za wczesnie umarl]. Matka Ojciec i niepelnosprawny Brat -stanowily i nadal stanowia tlo dla jego obecnego zycia. Moj syn, w tej rozmowie ze mna potwierdzil to, co przypuszczalam: gdyby ktos obcy przewrocil sie przy nim na ulicy, to by go nia podniosl. Minalby go, majac przed oczami jedynie swoj wlasny cel. Zupelnie tak, jak opowiadaniu pt."Cegla", ktore przeczytalam w ktoryms blogu. Autor, trafnie powiedzial, ze sa ludzie, ktorzy zatrzymuja sie jedynie wtedy, kiedy ktos rzuci w nich cegla... Co robic? Czy jeszcze mozna probowac wychowac dorosle juz dziecko? Gdzie popelnilam blad? Czy do konca zycia mam sie nad tym zastanawiac i czuc sie winna??? Takie zachowanie, jak mojego syna, stalo sie wizytowka naszych czasow. Znieczulica, obojetnosc, brak uczuc!!! To straszne!!! Dokad nas to zaprowadzi???
skomentuj (1)Odkad pamietam, moimi ulobionymi bajkami byly: "Krolewna Sniezka" i "Kopciuszek". Od dziecka wcielilam sie w ta ostatnia role i nie potrafie sie z niej wydostac. Nigdy nie musialam grac. Wszyscy, nie zdajac sobie z tego sprawy, widzieli we mnie kopciuszka. Dla taty, bylam zawsze gorsza od brata i ciagle mnie z nim porownywal. Brat wszystko robil dobrze a ja - zle, on dobrze sie uczyl,ja mu nie dorownywalam. On po prostu byl synem, a ja tylko corka. Mama widziala we mnie tylko "przebranie", zewnetrzna powloke: okulary, grube nogi. Moja niezrecznosc wynikajaca z chorobliwej niesmialosci byla straszna: wylane kakao, zrzucony kalamarz z atramentem. W szkole w drodze do tablicy, potykalam sie o lawki,stracalam piorniki. Czulam sie od wszystkich gorsza, brzydsza.Egzystowalam gdzies na obrzezach klasy... Pozniej praca. Na szczescie byla to Sluzba Zdrowia, gdzie obowiazywal bialy fartuch - przebranie Kopciuszka. W tym kitlu czulam sie pewniej, oslanial mnie, dodawal pewnosci siebie. Bylam jak cma, zamknieta w swym kokonie. Chcialam, stac sie motylem, lub Krolewna Sniezka, ale nigdy mi sie to nie udalo..... Nawet teraz, kiedy ubiore sie w czerwona sukienke i pojde do fryzjera, to i tak kolezanki mnie nie zauwazaja. Jestem dla nich PRZEZROCZYSTA!!! Jesli chce cos powiedziec - to nikt mnie nie slucha, nie dopuszcza do glosu. To jest straszne! Dlatego zaczelam pisac. Moze ktos wreszcie mnie wyslucha, przeczyta co mam do powiedzenia i nareszcie przestane byc KOPCIUSZKA !!!
skomentuj (3)Cios nozem, od tylu w serce!!!! Ewa byla cala krzykiem, bolem!!!! Szlochala, a szloch jej rozrywal piersi. Byla do tego zdarzenia zupelnie nie przygotowana: dotad wszysko robily wspolnie, zawsze byly razem. Cala sytuacje pogarszal fakt, ze swiadkiem tego zajscia byla Szefowa zaproszona na sylwestrowa kolacje. Ewa byla cala wielkim znakiem zapytania DLACZEGO?????? od tego momentu wszystko potoczyla sie jak z gorki: Ewa zaczela tracic znaczenie w swojej pracy spolecznej, a jej synek zostal prawie od wszystkiego odsuniety. Cierpieli oboje: Ewa i Patryk, a Beatka, jej przyjaciolka, przygladala sie temu spokojnie i nie zrobila nic, aby im pomoc. Powiedziala nawet, ze za bledy rodzicow, musza placic dzieci..... Byla tez druga kolezanka,Bozenka, nawet nie kolezanka, znajoma. Ewa nawet jej nie lubila. Ale to ona, kiedy dowiedziala sie, ze Ewa powinna zglosic sie do lekarza onkologam, zalatwila jej wizyte i dopilnowala, aby sie na nia zglosila. Nastepnie przez trzy miesiace wozila ja swoim samochodem na kolejne zabiegi. Jezdzily w soboty, bo Bozenka przez caly tydzien pracowala. Wozila Ewe daleko poza miejsce zamieszkania, chociaz Ewa miala starszego syna z samochodem./On jednak nie mial czasu dla matki/.Niczego w zamian nie chciala, niczego nie oczekiwala...Coz wiecej mozna napisac o przyjazni?
skomentuj (2)Po latach stala sie jak "narkomanka" uzalezniona od przyjaciolki. Byla o nia zazdrosna, nie potrafila przezyc dnia bez telefonu do Beatki. Zawsze i wszedzie Beatka byla na pierwszym miejscu, a rodzina Ewy na drugim. Wkrotce przyjaciolki zaczely pracowac razem spolecznie na rzecz wlasnych dzieci. I wtedy sie zaczelo. Jak cos im nie wyszlo, winna byla Ewa. Jak bylo dobrze, chwalono Beatke. Zawsze Beatka byla z przodu, a Ewa w cieniu, z tylu. Myslala, ze tak trzeba, bo ona jest przeciez mniej wyksztalcona, gorsza. Wszyscy jej mwili: ona cie wykorzystuje, lecz Ewa, zaslepiona leciala jak cma do ognia.... I przyszedl Sylwester. Na dwa tygodnie przed ta data, Beatka obwiescila przyjaciolce, ze zaprosila do siebie do domu na sylwestrowy wieczor, Szefowa od pracy spolecznej wraz z mezem, a ona nie moze przyjsc, bo w tym gronie jest nie mile widziana. Byl to pierwszy cios, ktory Ewe powalil!!!
skomentuj (2)